Chmury. O marzycielach i chodzeniu z głową w chmurach

O marzycielach i chodzeniu z głową w chmurach.

Kiedy spaceruję z córką, często nie zauważam znajomych osób. I to bynajmniej nie dlatego, że na większe odległości trudno mi utrzymać ostrość widzenia, ale dlatego, że… chodzę z głową w chmurach.

Łatwo się zamyślam, jedna myśl generuje kolejne, a są one tak absorbujące, że nie starcza mi już uwagi na świat zewnętrzny. Cóż, bywa to uciążliwe, i dla mnie, i dla osób, których nie poznaję. Ale jest też swego rodzaju darem, który uczę się doceniać.

Chodzenie z głową w chmurach to często domena osób wysoko wrażliwych. I ja do nich należę, a odkrycie, że mam tę cechę, i jest ona wrodzona i obecna wśród 20% osób w społeczeństwie, było dla mnie punktem zwrotnym w rozumieniu siebie. Kim są osoby wysoko wrażliwe? Co je wyróżnia?

Badaczka E. Aron, która poświęciła kilkanaście lat swojej aktywności zawodowej na odkrycie, zbadanie, opisanie i popularyzowanie cechy wysokiej wrażliwości, pisze o 4 wyznacznikach:

  • Osoby wysoko wrażliwe wszystko, co do nich dociera, przetwarzają głębiej. Szukają powiązań między tym, co aktualnie postrzegają, a swoimi przeszłymi doświadczeniami.
    – Kiedy spaceruję i widzę na przykład inną mamę z wózkiem, zaraz uderza mnie refleksja, że żyjemy w społeczeństwie, w którym rzadko to mężczyźni prowadzą dziecięce wózki. Powoduje to zaraz lawinę kolejnych skojarzeń: jak to bywało dawniej, jaki funkcjonuje obecnie podział ról męskich i kobiecych, jakie są wyzwania współczesnego macierzyństwa. Cały ten proces myślowy po prostu się dzieje, bez mojej świadomej kontroli. I mam tak niemal z każdą rzeczą, na którą się natykam!
  • To, co najbardziej rzuca się w oczy, to fakt, że osoby wysoko wrażliwe łatwo się męczą nadmiarem bodźców.
    – Ja na przykład w galerii handlowej jestem w stanie wytrzymać pół godziny, no, może godzinę, ale później zaczyna mnie boleć głowa, staję się drażliwa, sfrustrowana i nieprzyjemna dla ludzi. Mój układ nerwowy po prostu ulega przeciążeniu: w galerii jest dużo ludzi, którzy chodzą w różne strony, są migające ekrany i światła, w powietrzy unoszą się mdlące mieszanki perfum i zapachy odświeżaczy powietrza. Podobnie trudnym doświadczeniem jest dla mnie tradycyjne wesele; umiem się dobrze bawić, ale kiedy przekroczę granicę przebodźcowania, staje się to dla mnie koszmarem.
  • Osoby wysoko wrażliwe reagują silniej i na pozytywne, i na negatywne doświadczenia. Łatwiej je „zarazić” emocjami, bardziej się wszystkim przejmują. Łatwiej im też wczuć się w czyjeś emocje.
    -Kiedy płaczę, to tak, jakby świat miał się skończyć, ale równie mocno odczuwam radość i szczęście. Jednym słowem: odczuwam życie mocno, w każdym jego przejawie, od ekstazy po rozpacz!
  • Skupianie się na subtelnościach i niuansach to kolejna rzecz, która wyróżnia wrażliwców. Przy czym nie chodzi o to, że mają bardziej wrażliwe zmysły takie jak wzrok czy słuch (często noszą okulary…), ale że obszary mózgu odpowiedzialne za złożone przetwarzanie informacji zmysłowych są bardziej aktywne.
    – Kiedy na przykład wchodzę do pomieszczenia, w którym jest grupa ludzi, od razu wyczuwam, jeśli coś „wisi w powietrzu”, i automatycznie zaczynam się denerwować. Ale z drugiej strony łatwiej mi przychodzi docenianie prostych chwil i przyjemności. Natomiast kiedy jestem przemęczona, przebodźcowana czy głodna, to nie dostrzegam już niczego wokół i skupiam się jedynie na tym, żeby znaleźć sposób na odpoczynek i zadbanie o siebie.

Kiedy chodzi się z głową w chmurach, nie dość, że można skręcić sobie kostkę, to jeszcze narazić się na komentarze o byciu „oderwanym od rzeczywistości”. A jednak marzyciele, osoby wysoko wrażliwe, są bardzo światu potrzebne. Dzięki swojej empatii mogą nieść pomoc tam, gdzie inni nie widzą potrzeby reagowania. Mogą wpadać na nowatorskie pomysły, idee, które ruszają świat z posad. W dawnych czasach to oni byli doradcami królów, kapłanami, tymi, którzy pomagali rządzącym podejmować decyzje na chłodno, po dokładnym zbadaniu sprawy z każdej możliwej perspektywy. Bez osób, które potrafią czuć głębiej, patrzeć dalej, rozumieć więcej, pewnie nadal żylibyśmy w społeczeństwie łowiecko-zbierackim, jeśli nie na drzewach ;).

Autorka: Monika Małgorzata Lis, autorka bloga: http://monikamalgorzatalis.pl/

Artykuł sponsorowany przez grę „Chmury”

Zobacz inne wpisy