Holi. Festiwal kolorów. Historia kolorów – tego nie wiecie o barwach!

Historia kolorów – tego nie wiecie o barwach!

Bez nich nasze życie byłoby szare i mniej emocjonujące. Kolory wprawiają nas w dobry nastrój, mówią o uczuciach i niosą z sobą przekaz kulturowy. Choć dzisiaj przeróżne odmiany barw mamy na wyciągnięcie ręki (choćby w formie cyfrowej) to geneza ich powstania jest niezwykle ciekawa. Z poniższego tekstu dowiecie się, który kolor był w przeszłości zabójczy, który kosztował niemałą fortunę i jaki kontrowersyjny składnik używany był do produkcji brązu.

Lubisz zielony? Ciesz się, że nie żyjesz w XIX wieku!

 

W 1775 roku szwedzki aptekarz i chemik Carl Scheele mieszając z sobą siarczan miedzi, węglan potasu i tlenek arsenu stworzył nowy, zielony barwnik. Charakterystyczny, brudnawy odcień szybko znalazł swoich sympatyków, a ponieważ był bardzo tani w produkcji trafiał na różnego rodzaju powierzchnie. Zielenią Scheelego barwiono nie tylko ubrania, ale i dziecięce zabawki, świąteczne świece, pokoje, a nawet cukrowe liście.

Kontakt z przedmiotami nasączonymi arszenikiem był tragiczny w skutkach. Tysiące osób chorowało na przewlekłe bóle głowy – zdarzały się nawet przypadki śmiertelne. Jednym z fanów zieleni Sheelego był sam Napoleon Bonaparte, który kazał nią wymalować swoje apartamenty. Choć oficjalnie zmarł na raka żołądka, to wysoki poziom arszeniku potwierdzony w jego ciele mógł przyspieszyć zgon. Musiało upłynąć ponad 100 lat, by barwa ta została uznana za trującą i wycofana z rynku.

Kolory dla elity

Dziś malarze mają znacznie łatwiej niż kiedyś – nie muszą zapożyczać się, by zdobyć określony barwnik. My także, gdy chcemy przemalować swój pokój po prostu idziemy do sklepu i kupujemy interesujący nas kolor. Ale zanim opracowano tanie, syntetyczne barwniki, ceny niektórych składników przyprawiały o zawrót głowy.

Purpura tyryjska to jeden z najdroższych barwników w historii. Do wytworzenia jednego grama purpury wykorzystywano ponad 9 tys. ślimaków morskich żyjących u wybrzeży Morza Czerwonego. W czasach panowania rzymskich cesarzy barwnik kosztował trzy razy więcej niż czyste złoto. Nic zatem dziwnego, że zarezerwowany był dla rodzin królewskich. Purpura była nie tylko droga, ale i bardzo trwała. Według ostatnich odkryć archeologicznych purpurę tyryjską znaleziono na szacie mającej 3000 lat.

W średniowieczu i renesansie z kolei najdroższym pigmentem świata była ultramaryna otrzymywana ze skał lapis lazuli występujących na terenie Afganistanu. Na cenę barwnika wpływał koszt wydobycia oraz transportu. Mimo to ówcześni artyści potrafili zastawiać całe majątki, byle tylko móc wykorzystać go na swoich obrazach. Ultramaryną chętnie malowano szaty Matki Boskiej i aniołów. Dopiero w XIX wieku udało się odkryć syntetyczny sposób produkcji tego koloru, dzięki czemu mogło pozwolić sobie na niego wielu ubogich malarzy takich jak Renoir czy Monet, którzy pokochali ten kolor tak jak wielu ludzi na całym świecie.

Brąz mumiowy

 

Od co najmniej XVI do niemal XX wieku w paletach wielu europejskich malarzy znaleźć można było pigment robiony z mumifikowanych ludzkich i zwierzęcych szczątków. Wysuszone zwłoki przerabiano na proszek i mieszano z mirrą. W tym procesie uzyskiwano przejrzysty, trudny do odtworzenia w inny sposób brąz, który idealnie nadawał się do cieniowania. Dziś ten fakt może budzić w nas odrazę, ale w tamtych czasach do Europy sprowadzano tysiące mumii, które wykorzystywano do produkcji leków. Popularne były także przyjęcia, na których odwijało się zmumifikowane zwłoki. Nie wszyscy malarze zdawali sobie sprawę czym tak naprawdę malują. Edward Burne-Jones nie tylko zrezygnował z dalszego wykorzystywania tego koloru w swoich obrazach, ale zapewnił resztkom farby należyty pochówek.

Autor: Sylwia Zimowska

Artykuł sponsorowany przez grę „Holi. Festiwal kolorów”

 

Zobacz inne wpisy

Planszówkowi Kurierzy
Aktualności

„Planszówkowi Kurierzy” już w sprzedaży

Dzieci czekają na elementy gier. Czy pomożecie dostarczyć je do ich domów? Kostki pociągiem, pionki ciężarówką, a może karty pojazdem elektrycznym? Sami decydujecie, co załadować